MÓJ NOWY
BLOG



Napisz do mnie
MOJE BLOGI
moje wiersze

dewocjonalia

RSS
niedziela, 21 czerwca 2015
zaufaj

zaufaj

21:57, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 stycznia 2015
Świeckie piosenki z Bożym przekazem

Jest wiele świeckich piosenek, które trafiają do mojego serca, gdy odnoszę je do Boga... I tak jedną z nich jest

Faith Hill

"There You'll Be"

When I think back
On these times
And the dreams
We left behind
I'll be glad 'cause
I was blessed to get
To have you in my life
When I look back
On these days
I'll look and see your face
You were right there for me

[Chorus:]
In my dreams
I'll always see you soar
Above the sky
In my heart
There will always be a place
For you for all my life
I'll keep a part
Of you with me
And everywhere I am
There you'll be
And everywhere I am
There you'll be

Well you showed me
How it feels
To feel the sky
Within my reach
And I always
Will remember all
The strength you
Gave to me
Your love made me
Make it through
Oh, I owe so much to you
You were right there for me

[Repeat chorus]

'Cause I always saw in you
My light, my strength
And I want to thank you
Now for all the ways
You were right there for me
You were right there for me
For always

[Chorus:]
In my dreams
I'll always see you soar
Above the sky
In my heart
There will always be a place
For you for all my life
I'll keep a part
Of you with me
And everywhere I am
There you'll be
And everywhere I am
There you'll be
There you'll be



11:09, usualgirl
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 stycznia 2015
Do nieba tylko po znajomości

Czy wiesz, że do nieba można dostać się tylko po znajomości?

Tak - to prawda. Znajomości rządzą na tym świecie ale i na "tamtym" też. Trzeba mieć plecy, żeby "dobrze się ustawić".

Dlaczego tak mówię?

Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? (23) Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!

Rozdział 7 ewangeli wg św. Mateusza

 

Nie znasz Jezusa, albo znasz Go tylko z widzenia?

Nie idziesz do nieba ;)

 

Nie wystarczy znać Jezusa z widzenia albo słyszenia :) Trzeba się z Nim zarzyjaźnić :)

19:13, usualgirl
Link Komentarze (2) »
środa, 17 grudnia 2014
Czy to rzeczywiście jest moje?

Ubóstwo jest postawą, która zadana została każdemu.Tu nie chodzi o to, że nie mamy prawa mieć. Pracowałem, zarobiłem, mam. Dobrze. Trzeba jednak zadać sobie pytanie, czy to wszystko jest od początku do końca moje? bp. Grzegorz Ryś

Złapałam się ostatnio na skąpstwie. Nie to, żebym była jakoś bardzo skąpa, ale powstał we mnie opór - dlaczego mam tyle dawać? Ile mam dawać? Czy nie za dużo wymaga się ode mnie?

We wspólnocie katolickiej, na spotkania której uczęszczam jest zasada, w której wszyscy członkowie płacą comiesięczną dziesięcinę z zarobków. Zdarzyło się, że zarabiam więcej niż w poprzedniej pracy, a więc i 10% wydało mi się sporą sumą. Dlaczego mam tyle płacić?

Co więcej doszło jeszcze i do tego, że w jednym kościele, gdzie chodzę na roraty codziennie zbiera się na tacę! Zawsze staram się na tacę wrzucać adekwatnie do tego, co zarabiam, ale gdy zobaczyłam koszyki kolejny dzień z rzędu - odczułam wewnętrzny bunt.

I wtedy pomyślałam sobie - czy to, co zarabiam, jest od początku do końca moje? No właśnie. Skończyłam studia, dobre i trudne studia. Mam dobry zawód. Kto mi dał zdolności do skończenia tych studiów? Bóg. Kto mi dał taką a nie inną pracę, takie a nie inne zainteresowania? Kto pozowliłł bym pokochała pracę w aptece? Bóg.

Innym nie dał tych zdolności, tych możliwości - dał inne, może mniej płatne, ale tak samo ważne. Czy więc pieniędzmi, które zarabiam nie powinnam podzielić się z innymi skoro wszystko co mam, otrzymałam w darze? Nie mogę powiedzieć, że to ja, wszystko ja wypracowałam. Na pewno po części była to moja praca, ale tylko po części. Moja praca jest służbą, mój zawód jest służbą, musimy służyć sobie wzajemnie, dzielić się umiejętnościami, ale i pensją.

I wtedy będziemy mieć niebo na ziemi.

21:40, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 sierpnia 2014
Miłość jest największa

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość. 1 Kor 13,13

 

Cytuję bardzo znany fragment Nowego Testamentu, często czytany w czasie zawierania sakramentu małżeństwa. trzynasty rozdział listu do Koryntian chyba nigdy się nam nie znudzi. Święty Paweł pisze o tym jaka jest prawdziwa miłość, do której przecież tak bardzo nie dorastamy...

Niektórzy kapłani proponują nawet rozważanie tego rozdziału jako rachunku sumienia. W miejsce "miłość" należy wtedy wstawić własne imię i czytać...

Andrzej cierpliwy jest, Ada łaskawa jest, Magda nie zazdrości, Marek nie unosi się pychą...

Ale wróćmy do początkowego cytatu. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość. 

Dlaczego miłość jest największa? Bo ona trwa wiecznie.

Wiara przeminie. Gdy umrzemy, nie będziemy musieli już wierzyć - będziemy wiedzieli.

Nadzieja się spełni. Nadzieja na niebo przestanie istnieć, gdy osiągniemy to, na co mieliśmy nadzieję.

Tylko miłość pozostanie, miłość jako pokarm byśmy mogli żyć. I to miłość prawdziwa, pozbawiona egoizmu, miłość wprost z listu do Koryntian.

Bo przecież nikt nie może żyć bez miłości.

 


19:32, usualgirl
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 lipca 2014
Na chorobowym

kulaMam wrażenie, że większość z nas ma przyszłościowe podejście do życia, tzn. Będę szczęśliwy, jak się coś stanie, wreszcie zrobię to i tamto, gdy... Doświadczę miłości, gdy się zakocham itd.

Cóż. Nie dziwię się temu. Sama doświadczałam tego przez wiele lat. Myślę, że na dłuższą metę takie czekanie jest męczące,szczególnie gdy ów "jak" nigdy się nie ziści. Mamy wiele marzeń, które nigdy się nie spełnią, a przez marzenia tracimy kolejny dzień,który mogliśmy tak pięknie wykorzystać!

Bo przecież, nie trzeba iść do zakonu, ani mieć męża/żonę, żeby zacząć kochać, zcząć poświęcać się ludziom! Wstań rano i zastanów się, jak wykorzystać ten dzień, by był on piękny. Któryś z takich dni będzie Twoim ostatnim. Albert Einstein powiedział: Tylko życie ukierunkowane na poświęcenie się innym jest warte przeżycia, czyż nie? A my tracumy dzień za dniem wpatrując się w lustro, opłakując stracone szanse a nie dostrzegając nowych. No dobrze, jestem mądra w gadce, ale może świadectwo.

Od dwóch miesięcy jestem na zwolnieniu chorobowym. Gdyby nie NFZ, nie musiałabym czekać tygodniami na operację, na chwile, gdy się "coś" zwolni i mnie zawołają na stół. Skręciłam kolano, mam zerwane więzadło krzyżowe i pękniętą oraz podwichniętą łąkotke, a najbliższy termin przewidywanej operacji jest za 1,5 roku. Normalnie to po 2 miesiącach powinnam spokojnie wrócić do pracy, ale nie w przypadku czekania tak dlugego na operację. Nie mogę normalnie chodzić. Podpieram się kulą. W międzyczasie zainteresował się mną ZUS i to bardzo wnikliwie, bo dostałam test z pytaniami. Mojemu zakładowi pracy też się dostało.

Myślę, że mogłabym dużo napisać o tym, czego doświadczam i sądzę, że bez Boga nikt w tej sytuacji nie pozostałby bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym :)

Przypominam sobie jak kiedyś zachowywałam się w takich sytuacjach. Właściwie tej sytuacji nie można przyrównać do żadnej z przeszłości, bo tamte były o wiele mniej znaczące. Ale na pewno buntowałam się. Unosiłam się pychą, narzekałam, płakałam, frustrowałam się i... nic z tego nie wynikało.

Tymczasem teraz otrzymałam największą Łaskę od Boga i najwięcej sobie ją cenię. Postanowiłam nie uznawać chorobowego za czas stracony. Postanowiłam kochać tu, gdzie Bóg mnie postawił. Nie jestem bohaterką, zdaję sobie sprawę, że to ogromny prezent od Boga, a nie moja zasługa. Daję świadectwo, bo jestem przekonana, że podobnymi Łaskami Bóg chce obdarzyć także Ciebie. Więc siedzę w domu jak w klasztorze klauzurowym i staram się kochać ludzi wokół mnie. Sąsiada zza balkonu, tego kto do mnie dzwoni, tego, co się mną w ogóle nie interesuje, tego, co pierze mi rzeczy... I okazuje się, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Mam ustalony plan dnia na modlitwę i pracę, która jest douczanem się z zakresu farmacji. I dni mijają zaskakująco szybko i ... zaskakująco pięknie! Upadam, jak każdy ale widzę jak ta Łaska mnie unosi.

Piszę to, byś jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w trudnej sytuacji, staraj się to przejść, przyjąć, nie buntować się i nie narzekać. Bóg potrafi dodawać skrzydeł nawet zkulą u nogi. Okazuje się, że to nie okoliczności kształtują nasze szczęście. To wdzięczne serce potrafi przyjąć to, co trudne, bo widzi ile dostało ile ma nawet z kulą u nogi i nie potrafi w tej sytuacji narzekać.

 

:)

Sądzę, że w tej chwili nie mogę być szczęśliwsza niż jestem.

18:39, usualgirl
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 lipca 2014
Po cichutku, znieczulamy serca...

zastrzyk

Uczniowie Chrystusa byli przesladowani zawsze. Różne były metody szatana na zniszczenie Kościoła Chrystusowego: próbowano chrześcijan zabijać w pierwszych wiekach, próbowano wprowadzać antykatolickie systemy polityczne, etc. Dziś wojna nadal trwa i jest zupełnie inna, bo zimna, cicha.

Z niepokojem spoglądam na sytuację moralno-etyczną współczesnego świata. Następuje totalne przewartościowanie fundamentalnych prawd i to już nie religijnych co naturalnych. Okazuje się, że to, co do tej pory było oczywistą prawdą można przedstawić zupełnie w innym świetle, a może nawet w mroku.

Zaczęło się dość "niewinnie" i zawsze się tak zaczyna, by małymi krokami doprowadzić wszystkich do przepaści. Nastąpiło rozluźnienie moralne wśród młodych. Mieszkanie przed ślubem stało się normą jak również swobodne życie seksualne nie wydaje się być piętnowane, co nawet pochwalane. To wszystko pod pozorem dobra: "bo my się kochamy". Kolejny krok do przepaści to uzależnienie od seksu: pornografia, reklamy, dostęp do antykoncepcji, bo przecież skoro się kochamy, to musimy tu, teraz zaraz, kiedy nam się zachce, w urlop, w romantyczny wieczór - zawsze musimy być przygotowani.

Stosowanie środków antykoncepcyjnych przez wiele lat prowadzi do wielu schorzeń, ale też do problemów z plodnością. Kobieta, która nie chciała mieć dziecka, nagle chce: tu, teraz zaraz muszę mieć dziecko!

Skoro to się nie udaje... Droga otwarta! In vitro (notabene od 1 lipca Ministerstwo Zdrowia chwali się wprowadzeniem na listy refundowane 13 leków stosowanych do procedury in vitro http://www.mz.gov.pl/aktualnosci/leki-stosowane-w-procedurze-in-vitro-objete-refundacja-od-1-lipca-2014-r już nie mówiąc o całym programie)

Gdy jedna kobieta (musi mieć dziecko już teraz zaraz!) w klinice in vitro po raz 10 poddaje się zapłodnieniu, które nie może u niej być skuteczne z powodu np. zbyt cienkiej śluzówki macicy, która jest być może przyczyną długotrwałego zażywania antykoncepcji (co jest udowodnione, że błona śluzowa staje się cieńsza) druga kobieta zapłakana udaje się do kliniki aborcyjnej, bo nie może mieć dzieka teraz, zaraz, bo sobie zniszczy karierę.

Zabawne, że jeszcze 10 lat temu oczywiste było, że w każdym podręczniku medycznym z zakresu ginekologii i nie tylko, ciąża zaczyna się od zapłodnienia. Jak jest teraz? No nie do końca... Musimy to rozważyć... To nie jest takie proste... bo...

ach! W imię "milości" zabija się chore dzieci, żeby nie cierpiały, a tak naprawdę zabija się, by samemu nie cierpieć. Skąd wiesz, czy dziecko, które urodzisz jako zdrowe nie zachoruje za 3-4 miesiące?

W niektórych państwach jest rozważana możliwość wprowadzania aborcji nawet po porodzie, dopóki nie jest odcięta pępowina! Powiesz - przerażające! A czy nie przerażającym kiedyś byłoby to, co dzieje się dziś na naszych oczach, a do czego się przyzwyczailiśmy?



W imię miłości dokonuje się eutanazji, a tak naprawdę chce się pozbyć problemu. Cóż to za cierpienie, gdy syn/córka przychodzi do ciebie i proponuje ci, że cię zabije dla twojego dobra? Bycie niekochanym to najgorsze cierpienie!

Nie mówi się o konsekwencjach psychologicznych, moralnych, zdrowotnych etc tych wszystkich dzialań. Jesteśmy egoistami. Znieczulica.

W imię wolności propaguje się homoseksulizm jakby był włączony w prawa natury, kiedy wyraźnie natura nie pozwala rozmnażać się homoseksualistom nikt tego nie nazwie selekcją naturalną...

Wszystko opiera się o egoizm, czy to widać wystarczająco wyraźnie w tym poście? Ludzie są ciągle niezadowoleni i tacy pozostaną jeśli będą szukać jedynie własnej przyjemności i korzyści kosztem innych.



I gdy ktoś powie: Ludzie! Co wy robicie? To jest nienormalne!

Usłyszy odpowiedź: Jesteś zaściankowy. Moherowy berecie, nie hamuj rozwoju nauki.

 

I to jest najgorsze w tej wojnie: Zaczynamy wierzyć, że my jesteśmy nienormalni, że przesadzamy, a normą jest to, co widzimy na codzień. Sami przestajemy wierzyć w Boga, w wartości, sami przestajemy chodzić do kościoła. Nikt nas nie przymusza, czujemy się wolni w wyborze a jednak piora nam mózgi. Bo pomyśl inaczej a zamkną cię w więzieniu, taka to wolność.

 

Ale pomimo tego wszystkiego mam nadzieję. Bo Kościół zawsze był prześladowany i wiem, że przetrwa. To my jesteśmy Kościołem. I wiele zależy od nas.

 

PS Jestem farmacetą, stąd moje wypowiedzi o mechaniźmie działania środków antykoncepcyjnych i refundacji in vitro oraz ksiązkach medycznych.

 

 

 

23:02, usualgirl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Ta, co nie rozumie.

O Maryi niewiele wiemy. Wiele Jej cech wynika z tradycji. Postać Maryi budzi wiele kontrowersji. Została Matką nie tracąc dziewictwa, jest uważana za nadmiernie gloryfikowaną, nigdzie w Piśmie Świętym nie jest napisane, że została wniebowzięta jazdziwkok podaje nauczanie Kościoła, a Jej słowa z kart ewangelii to raptem kilka zdań... Co wiemy o Maryi? Wiemy tyle, że ciągle była zdziwiona i nie rozumiała.


Warto prześledzić ewangelię w poszukiwaniu tożsamości Matki Boga. Czy rzeczywiście tak niewiele o Niej wiemy? Okazuje się, że wiemy całkiem sporo.

Ewangeliczna opowieść umieszcza Maryję na samym początku. Nic dziwnego - w koncu to Jej łono stało się domem Boga. W życiu Maryi pociąga mnie Jej prostota. Scena zwiastowania. Maryja mieszka w małym miasteczku Nazaret, zaręczona jest z Józefem. Nagle pojawia się w Jej izdebce Anioł. Ona jak jest napisane: "zmieszała się". Była zwyczajna. Każdy by się zmieszał pod warunkiem, że nie uciekłby wpierw prędzej. Teraz moje ulubione Słowa Anioła: " Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca." zapamiętaj, proszę te słowa. Będe do nich wracać. Odpowiedź Maryi jest prosta i bezpośrednia: "A jak to się stanie, skoro nie znam pożycia z mężem?". No tak - logiczne. Maryja nigdy nie współżyła, nie wie jak to się robi więc jak to się stanie, że urodzi? Piękna jest dla mnie ta bezpośredniość Maryi. Ona nie ma oporów, by pytać o rzeczy, które może nie wypadają? Pytać Anioła o współżycie? Czy to na miejscu jest? Ona zwyczajnie pyta, wylewa całe swoje serce przed aniołem.
Anioł za to niewiele wyjaśnia. "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię". Czy Maryja to zrozumiała? Mam nadzieję, że nie. A nadzieję tę żywię z tego powodu, że w ewangeliach często jest napisane, że Maryja nie zrozumiała. Ja również często nie rozumiem kazań, fragmentów Pisma Świętego czy nauczania Kościoła. Maryja też nie. I to jest dla mnie pociechą. Ona nie rozumie ale ufa. Wierzy Bogu i zgadza się.

Kolejna cnota Maryi, którą się zachwycam, to uczynność. Anioł wspomniał Maryi o Jej krewnej, która jest w ciąży. Co robi Maryja? Biegnie, by pomóc krewnej. Mogła powiedzieć sobie: taka podróż w dalekie strony mogłaby byc szkodliwa dla Króla, który rośnie w moim łonie, mogłoby stać się coś niedobrego w drodze, a tego Bóg by mi nie darował, lepiej odpocznę i poczekam na rozwiązanie. Nie! Maryja tego nie robi. Nią kieruje miłość.

Cóż czytamy dalej...? Maryja wraca do domu. Minęły 3 miesiące, brzuszek urósł. Nic dziwnego, że Jej narzeczony się zdziwił. Musiało go to zaboleć. Sądzil, że jego narzeczona jest uosobieniem wszelkiej cnoty a rzeczywistość okazała się brutalna - jest cudzołożnicą! Był tak ślepy.
Znamienne, że nie ma żadnej wzmianki o dialogu Józefa i Maryi. Być może go w ogóle nie było? Maryja nie tłumaczy się. Ufa Bogu, Jemu powierza nawet swoje życie (za cudzołóstwo groziło ukamieniowanie).
Uf udało się jakoś. Józef Maryję przyjął do siebie. Co dalej?

Wychodzi rozporządzenie cesarza o obowiązku zapisania się w spisie ludności. 9 miesiąc ciąży, nie ma zlituj się. Maryja wchodzi na osła i odbywa daleką drogę do Betlejem. Na miejscu zaczyna rodzić. Józef szuka jakiejś gospody, gdzie mogliby się schronić. Niestety! Wszystko zajęte. Decydują się schronić się w stajni. Maryja rodzi w smrodzie. Dla każdej kobiety musiałaby być to okropna sytuacja. Rodzić pośród zwierząt, w ciemności i zimnie groty betlejemskiej. Horror. Każda kobieta pomyślałaby sobie: to tak rodzi się Król? Gdzie służba? Gdzie czerwony dywan? Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Oszukał mnie ten aniol, jeśli w ogóle mi się nie przywidziało... ładne rzeczy! Co na to Maryja? Nic. Przyjmuje to, co Bóg daje, co daje codzienność. Pokora, która wyzwala. Wdzięczność, która daje wolność. Oto droga.

Wielkie upokorzenie, ale nie dla Maryi. Pominę odwiedziny świętej rodziny. Józef ma sen. Oświadcza Maryi, że muszą uciekać. Co powiedziałaby każda kobieta? Zwariowałeś! Dopiero co urodziłam, źle się czuję, znajdźmy jakąś gospodę i tam się ukryjmy. Maryja zaś bez słowa wstaje i ufa mężowi. Idzie w drogę.

Po drodze ofiarowują dziecko w Jerozolimskiej światyni. Znów upokorzenie. Młode małżeństwo było bardzo ubogie, skoro zgodnie z prawem mieli złożyć w ofierze synagorlicę lub dwa młode gołębie. Tak to się mają rodzice Króla? Maryja nie mówi, że to przełknie. Ona idzie do świątyni i już. Ma tyle ile ma. Tym się zadowala. Co słyszy na miejscu? " Twoją duszę miecz boleści przeniknie". Znów nie rozumie. Prorok i prorokini opowiadają wielkie rzeczy o Jezusie, a Ona nie rozumie. Jest wprost napisane: Rodzice dziwili się temu. Pociecha dla mnie. Ja też nie rozumiem.

idziemy dalej. W Egipcie na pewno nie było wesoło. No nic. Trzeba wracać, bo anioł powiedział. No to Maryja wraca na słowa męża. Czy widziała sens tej podróży? Pewnie nigdy nie dowiedziała się o rzezi niemowląt. A może i się dowiedziała. Kto wie?

No i kilka lat spokoju. Józef z Maryją i Jezusem idą do Jerozolimy na święta. Musiało tam być mnóstwo ludzi, na pewno o wiele więcej niż w Częstochowie. Nic dziwnego, że zgubili dziecko. No i szukają, szukają. Już sobie wyobrażam, co też musieli czuć! Znajdują wreszcie syna. A syn jak gdyby nigdy nic: Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że jestem w tym, co należy do Ojca?
Maryja znów nie rozumie. Próbuje, ale nie rozumie. Rozważa te słowa w sercu, ale nie rozumie.

Jezus wraca z nimi do Nazaretu i jest im posłuszny. Maryja odetchnęła. Jezus jeszcze kilka razy "ladnie" Jej odpowiedział. "Czy to moja lub twoja sprawa?" albo, gdy wołała Go, gdy nauczał, powiedział: "Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słów moich i wypełniają je"
Maryja ciągle pokorna.

I wreszcie tragiczny zdawałoby się koniec Syna. Maryja stoi pod krzyżem. Czy przypomniała sobie te słowa?
Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca.
Król. tak, nazwano Go królem. I wyśmiano.

czy rozumie? Ufa.

Czeka.

Wierzy Bogu.

Czy ja potrafię tak wierzyć?

Maryja doczekała się spełnienia obietnicy. Zobaczyła Jezusa po zmartwychwstaniu.

Gdyby świat pisał tą historię, na pewno byłaby ubarwiona. Jezus byłby bohaterem numer jeden. Tymczasem Bóg w czym innym upatruje zwycięstwo niż świat - zwycięstwo jest w pokorze.

Każdy potrafi odpłacić złem za zło, jednak prawdziwa siła tkwi w tym, by zachować spokój, gdy mnie oczerniają. Kto potrafi to zrobić?
Każdy potrafi oceniać, oczerniać, buntować się, dowodzić swoich racji. Siła zaś polega na tym, by milczeć...

Niech Bóg nam udzieli Maryjnej pokory i ufności w braku zrozumienia, amen.



20:36, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 czerwca 2014
Nowy adres bloga
Zapraszam na mojego nowego bloga:
http://odwagi.blog.deon.pl/


23:26, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 czerwca 2014
Nigdy więcej wojny!
Pamięć o historii jest niesamowicie istotna. Pozwala patrzeć na życie z innej perspektywy.


Dachau

"http://www.naszdziennik.pl/mysl/82157,bramy-piekla.html









20:17, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 czerwca 2014
Jezus skazany na śmierć

Trafiłam właśnie na jeden z moich wierszy. Tytuł to: Jezus skazany na śmierć.

pietaPomyślałam sobie właśnie ile to razy skazuję Jezusa na śmierć. I nie mówię tu wcale używając jakiejś przenośni. Mówię, że rzeczywiście pozwalam Bogu umrzeć we mnie. On zawsze umiera, gdy popełniam grzech. Tracę Go z oczu. I zawsze tak było. A ja sądzilam, że skazywanie Boga na śmierć, to jakaś przenośnia... Sądziłam jeszcze kilka lat temu i śmiałam się z tego, że wbijanie gwoździ w Jego ręce to bajka dla dzieci.
A teraz doświadczam tego, jako najprawdziwszą Prawdę.

Ilekroć popełniam grzech, Słońce Jego miłości nade mną zasłaniam chmurami. I choć Słońce świeci z taką samą intensywnością, to jednak te promienie przebić się nie mogą przez tak grubą skorupę, której sama pozwoliłam urosnąć. A ja nie czuję ciepła...

Ilekroć udowadniam swoje racje - skazuję Jezusa na śmierć
Ilekroć wynoszę się ponad innych, mówiąc, że zrobiłabym lepiej - skazuję Jezusa na śmierć
Ilekroć mówię źle o innych - skazuję Jezusa na śmierć
Ilekroć oczekuję miłości i zainteresowania sobą - skazuję Jezusa na śmierć.
Ilekroć czynię złośliwe uwagi - skazuję Jezusa na śmierć
Ilekroć rezygnuję z modlitwy - skazuję Jezusa na śmierć.
Ilekroć...


A wraz ze śmiercią Jezusa, sama umieram, bo On jest życiem, które tracę.

Lecz cóż to?

Ilekroć pomagam bezinteresownie innym - pozwalam Jezusowi się narodzić
Ilekroć czuję wdzięczność za to, co otrzymałam - pozwalam Jezusowi się narodzić
Ilekroć staję do modlitwy - pozwalam Jezusowi się narodzić
Ilekroć przystępuję do sakramentu pojednania - pozwalam Jezusowi się narodzić
Ilekroć usmiecham się do brata - pozwalam Jezusowi się narodzić
Ilekroć...


Jezus skazany na śmierć


Przypatrz się dobrze

Oto władca świata
na śmierć wydany
został przez Piłata!

Dusza niewinna,
niczym nieskalana,
zostaje niesłusznie
śmiercią ukarana...

Czemuż więc krzyczę,
gdy mnie oskarżają?
Wszak nie bez winy
na sąd mnie wydają.

Czemuż obwiniam
ręce piłatowe?
Wszak moje w dniu strachu
powtórzyć sąd gotowe.

Bo boję się ludzi,
bardziej niż Boga
i na myśl o Prawdzie
przejmuje mnie trwoga



23:14, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 maja 2014
jak zmienić świat na lepsze?

Świat stanie się dużo lepszy, jeśli pozwolę Bogu zmienić siebie.

21:44, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 maja 2014
Pytanie o sens życia

Co jest sensem życia?
Miłość.

Tak odpowie większość z nas.

Cóż to jest ta miłość, której szukamy? Czemu ciągle się zawodzimy? Czy znaleźliśmy miłość, którą pragniemy odnaleźć?

Czy miłość to pocałunki? Pewnie też. Ale jak głosi jeden z hitów polskiej muzyki: "Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty, ani miłość, to gdy jedno płacze a drugie po nim skacze"

Cóż więc to za miłość, której szukamy?

Czy nie wystarczy zajrzeć do Pisma Świętego? 1 Kor 13

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; (5) nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; (6) nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. (7) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. (8) Miłość nigdy nie ustaje

Czy nie cierpiwości oczekujemy od drugiego człowieka? Czy lubimy pychę? gniew? zawziętość? niewierność?

Czy nie pokoju szukamy? Zgody? Radości z dzielenia się? Przecież tego pragniemy w głębi serca!

Czy potrafię tak kochać? Czemu nie potrafię? czemu ciągle szukam?

Co jest sensem życia?
Miłość.

 

A Bóg jest miłością. 1J 4,16

 

jp2

23:13, usualgirl
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 kwietnia 2014
Papież zrobił raban :)

Chcę, byście poszli na ulice robić raban. Chcę rabanu w waszych diecezjach. Chcę, żeby Kościół wyszedł na ulice. Żeby odrzucił ziemską powłokę, wygodę, klerykalizm, żebyśmy przestali zasklepiać się w sobie.

Papież Franciszek

 

idziemy? :)

22:34, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
Stacja 4: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

matka

 

Ona bez grzechu i On bez grzechu.
Obarczeni cierpieniem.
Jedyni, którzy kochać potrafią
prawdziwie.

Nie umie kochać ten,
co ofiary dla innych nie chce ponieść.
Nie umie kochać,
kto nie chce cierpieć dla brata.

Spotkanie dwóch Miłości,
Jezusa i Maryi,
Cóż to musiało być za spotkanie!
Wymiana spijrzeń. Pełna bólu,
pełna milości aż po krzyż.


22:30, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 kwietnia 2014
Stacja 3: Pan Jezus upada pod krzyżem

upadek

Upadasz Jezu po ciężarem krzyża
To miłośc Cię wiedzie,
że się tak poniżasz!

Pył w Twoich oczach
zaślepia Cie Panie,
choć oczy Twe święte,
łzami obmywane

Nie płaczesz mój Jezu
z powodu ran swoich,
Ty płaczesz z powodu
zawziętości moich.

Bo kochać nie umiem,
pycha mnie przepełnia,
a widok ten dla Ciebiem
to prawdziwa mordęga.


21:17, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 marca 2014
stacja 2 : Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona.

krzyz

Czy patrzeć możesz
duszo skamieniała
gdy krew się obficie
strumieniem polała?

Ach czemuż, Jezu?
nie rozumiem nic z tego!
Jakąż masz miłość
do stworzenia swego!

 

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus powiedziała: Cierpię wiele, ale czy cierpię dobrze?

Zastanawiałam się, co to znaczy dobrze cierpieć? Czy znaczy to chodzić radosnym, gdy ból zaciska zęby? Czy znaczy to uśmiechać się i udawać, że nic się nie stało? Czy Jezus tak właśnie cierpiał?

Cierpieć dobrze to zgadzać się na cierpienie, zgadzać się z wolą Bożą. To znaczy - nie buntować się, gdy cierpienie przyjdzie. I tak cierpi Jezus. Cierpi dobrze.



21:32, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 marca 2014
cywil w obliczu wojny czyli co ja i ty zrobić musimy

Zanim napiszę o kolejnej stacji...

W oczekiwaniu na nadchodzące wydarzenia nie jesteśmy bezradni!

Co stałoby się, gdyby dziś w nocy wybuchła wojna? Odłączony zostałby Internet i telefony. Zawieszona komunikacja. Czy potrafisz skontaktować się z przyjaciółmi bez tego?

Co ja zrobiłabym jutro, gdyby wybuchła wojna?

Poszłabym na spotkanie wspólnotowe, modlitewne. Czas i miejsce jest znane całej wspólnocie. Nie musimy się na to umawiać ani telefonicznie ani przez Internet.

Wielka mądrość Kościoła! Rytm dnia, rytm tygodnia! Grafik mszy św. nie zmieni się, chyba, że wywiozą albo zabiją nam kapłanów, rozumiecie?

czy Ty masz małą wspólnotę? Małą grupę choćby zainteresowań? Koło wędkarskie, koło gospodyń, cokolwiek? Grupę ludzi, z którymi cyklicznie co tydzień spotykasz się, z którymi się przyjaźnisz?

Jeśli tak, możesz być spokojny.

Jeśli nie - radzę się grupować.

Tylko razem możemy czuć się bezpiecznie, tylko razem możemy wygrywać.

A tymczasem módlmy się o pokój na świecie, byśmy mogli uniknąć III wojny światowej. Oby nasza modlitwa i posty przyczyniły się do nawrócenia tych, którzy wydają rozkazy.

 

18:43, usualgirl
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 marca 2014
Stacja I Jezus skazany na śmierć

STACJA I
Jezus skazany na śmierć


pilatPrzypatrz się dobrze

Oto władca świata
na śmierć wydany
został przez Piłata!

Dusza niewinna,
niczym nieskalana,
zostaje niesłusznie
śmiercią ukarana...

Czemuż więc krzyczę,
gdy mnie oskarżają?
Wszak nie bez winy
na sąd mnie wydają.

Czemuż obwiniam
ręce piłatowe?
Wszak moje w dniu strachu
powtórzyć sąd gotowe.

Bo boję się ludzi,
bardziej niż Boga
i na myśl o Prawdzie
przejmuje mnie trwoga.

 


 

 

 

10:00, usualgirl
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 marca 2014
O narodowym patriotyzmie, który umarł

W godzinie, gdy smród wojny zawiewa ze wschodu chciałabym napisać kilka przemyśleń - w ciepłym domku, w poczuciu bezpieczeństwa mam na to czas.

Nie mam wpływu ani na to, czy wybuchnie w moim kraju wojna czy też nie, nie mam wpływu na polityczne zagrywki, nie mam wpływu nawet na ustawy, które są uchwalane często za moimi plecami.

Na co mam wpływ?

Na to, co pozostaje w moim sercu. Mam wpływ na to, czy naród Polski przetrwa, jak przetrwał w czasie rozbiorów, mam wpływ na to, czego będę uczyć dzieci, które dostanę pod opiekę, mam wpływ na to jakie wartości przekażę kolejnym pokoleniom.

Powiesz, co z tego? Przymuszą nas w szkołach do uczenia o gender, o wyuzdanym seksie bez odpowiedzialności, o zakłamanej historii. Ja Ci powiem - tak przymuszą, ale czy Ty poddasz się presji? Od Twoich decyzji zależy przyszłość kolejnych pokoleń i to czego będą się uczyć.

W historii bywało już tak nie raz - zakazywano mówić po polsku, zakazywano mówić o tym jak Polska zatrzymała bolszewików nad Wisła. zakazywano. I co z tego?

Szatan jest dziś o wiele sprytniejszy niż był ileś tam lat wstecz. Doświadczenie uczy, że skoro nie można wybić chrześcijan i narodowości siłą to trzeba "po dobroci". Niech ludzie sami wyrzekną się chrześcijaństwa, niech ludzie wyrzekną się polskości.

Więc przyjęto taktykę wieloletnich rozbiorów Europy. Niech każdy czuje się obywatelem świata! Katolicyzm to przeżytek! Seks! Gender! Eutanazja! Aborcja! Wyjeżdżajcie ze swoich krajów, mieszajcie się pod każdym względem! Niech każdy zatraci poczucie własnej tożsamości: tożsamości płciowej, kulturowej, narodowej, religijnej.

Tymczasem nasza tożsamość stanowi o tym, kim jesteśmy.

Podstęp, którego cierpkie owoce widać dopiero wtedy, gdy zęby zaczęły nam się krzywić od kwasu.

Dlaczego nie powstają już powieści o charakterze patriotyczym takie jak "potop" np.? Dlaczego o naszych bohaterach śpiewają Szwedzi?

Dedykuję Wam kawałek o powstaniu Warszawskim.

15:41, usualgirl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 marca 2014
Ukraińskie łzy

Ty i ja. Siedzimy spokojnie przed komputerem ciesząc się wymiernym spokojem. Generalnie nie jest źle skoro ja mam czas to pisać, a Ty masz czas to czytać. Wojny u nas nie ma. Możesz spokojnie wyjść z domu i nie martwić się ani o swoje życie, ani o życie Twoich dzieci.

Tymczasem na Wschodzie... Nasi bracia błagają nas o modlitwę. Przełożeni Kościoła Prawosławnego pisali nawet w tej sprawie do Polski. Żebrają wprost o modlitwę.

Jaka jest nasza odpowiedź? Będę mówić za siebie. Jaka jest moja odpowiedź? Zdawkowe "zdrowaś Maryjo" powiedziane bez przekonania. Do tej pory średnio mnie interesowało, co dzieje się na Ukrainie. Nie czułam się zupełnie solidarna z tymi ludźmi, a to wielki błąd. Kilka artykułów zmieniło moje spojrzenie.

Pierwszy. http://wpolityce.pl/wydarzenia/74615-wiemy-swietnie-ze-dzis-gruzja-jutro-ukraina-pojutrze-panstwa-baltyckie-a-pozniej-moze-i-czas-na-moj-kraj-na-polske-lech-kaczynski-w-sierpniu-2008-r-w-tbilisi 

Wszyscy jesteśmy braćmi. Tworzymy Europę. To od nas zależy pokój. Od solidarności między sąsiadami z ulicy, od solidarności w rodzinach. Tu zaczyna się wojna, od której biorą początek inne. Czy w naszych rodzinach gości pokój? czy w naszych parafiach, na naszych osiedlach jest pokój? czy w naszych sercach jest pokój?

Drugi http://niezalezna.pl/52454-ikony-na-ukrainie-i-w-rosji-placza Bóg widzi i płacze. Płacze, bo kocha. Kocha tak mocno, że daje wolność.

Ja nie płaczę bo nie kocham.
Jezu, naucz mnie kochać.

Kochać braci Ukraińców jak najbliższą rodzinę. Bo od mojego nawrócenia zależą losy świata. Nie od mas. Nie od tłumu. Ale od nawrócenia poszczególnych osób. A jedyne co mogę zrobić, to nawrócić się w moim życiu po raz kolejny.

21:52, usualgirl
Link Komentarze (1) »
piątek, 14 lutego 2014
na walentynki inaczej

Siedzę dziś w kościele. Czekam na mszę świętą. Jeszcze 5 minut. Wchodzi młody chłopak z długą, czerwoną różą. Klęka przed figurką Matki Bożej i kładzie kwiat u Jej stóp.

Bez słów.

Tylko gest.

Odchodzi.

Ale w moim sercu to pozostanie na zawsze.

roza

19:38, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 stycznia 2014
Tłum

Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się. Łk 5, 15-16

 Sława, prestiż i uznanie - oto, czego doświadczał Jezus w pierwszych tygodniach swojej działalności. Tłum szedł za Nim, zachwycał się Nim. Ale On wiedział, że ludzie przychodzą do Niego, bo jedzą chleb do sytości, a nie dlatego, że chą być z Nim na dobre i na złe.

jezus się modli

 

A Ty? Czy utożsamiasz się z tłumem, który idzie za Jezusem, bo Ten czyni cuda, bo może Cię uzdrowić? Dlaczego za Nim idziesz? A co jeśli Bóg nie spełnia Twojej prośby?

Jezus przeżywa okres chwały, ale wie, że nie jest to Jego cel. On nie zapomina o swoim Ojcu, ale opuszcza wszystkich, aby się modlić. Czy Ty potrafisz zostawić chwałę ludzką, nie zwracać uwagi na ludzi, którzy Cię chwalą i odejść na pustynię, zniknąć? A może wykorzystujesz do końca swój moment?

Ewangeliczny tłum to ludzie interesowni, zabiegający jedynie o zaspokojenie własnych potrzeb. Nikt z tłumu nie był prawdziwym przyjacielem Jezusa. Tymczasem Jezus miał grono przyjaciół, którym co jakiś czas przypominał o swojej misji: Zdążamy do Jerozolimy, gdzie Syn Człowieczy zostanie wydany w ręce ludzi i zabity.

Takiego Jezusa tłum nie chce. A Ty? Czy potrafisz spojrzeć choć trochę z perspektywy Bożej? Czy chcesz być z Bogiem jako dobry przyjaciel nie tylko w chwale ale i w cierpieniu?

Św. Jan był takim przyjacielem. Nie rozumiał, ale trwał. Poszedł pod krzyż. Czy Ty pójdziesz z Jezusem pod krzyż ryzykując swoje życie? Czy Ty choć nie wszystko rozumiesz, potrafisz Mu zaufać?

16:59, usualgirl
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 stycznia 2014
Wbrew rozsądkowi

Spójrz,

matkastoi pod drzewem krzyża. Jej oczy zamglone łzami. Kona razem z Synem. Spójrz, Jej serce jest przebite mieczem. Jej serce krwawi...

Czy rozumie?

W pamięci pozostały słowa Anioła: Twój Syn będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca.

Patrzy na zakrwawione oblicze Jezusa. Patrzy na koronę Króla.

Oto Król Żydowski – głosi napis.

Czy rozumie?

Ufa.

Wierzy, że wypełni się obietnica, bo Bóg jest wierny na zawsze.



20:39, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
O Twoim powołaniu

W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Ef 1,3

Zastanawiasz się może, co masz robić, by żyć wg ewangelii, co masz robić, by zostać świętym? Przecież Bóg powołał każdego do świętości! Pismo Święte mówi o tym wyraźnie. Papież Franciszek skutecznie o tym przypomina. Jesteś powołany do świętości!

 

jozefAle.. Jak to się stanie?

Może sądzisz, że święci to nadzwyczajne osoby, czyniące cuda i wykazujące się heroizmem?

 

Spójrz na św. Józefa. Był przez całe życie cieślą. Przyjął Maryję w zaufaniu, że Ona go nie zdradziła. Miał wiele wątpliwości w wierze. Wychował Syna, który nie był jego synem. Uczył Go wszystkiego. Umarł prawdopodobnie przed tym jak Jezus zaczął nauczać.Kochał i ufał.

Kochaj i ufaj. Świętość nie polega na byciu idealnym, ale na wykonywaniu swoich obowiązków z całym sercem. Na miłości Boga i bliźniego. Nie musisz jechać na misje, bo tu w domu rodzinnym masz swoją misje.
Kochać tam, gdzie jest się postawionym, ponosić codzienne męczeństwo - oto prawdziwy heroizm. I wierzyć w to, że wszystko, co się przytrafia, pochodzi z ręki Boga.


11:13, usualgirl
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10